30.12.2014

Francis Clifford „Coś do kochania”


Amerykański lekarz Robert Wyman podczas wojny przez kilka dni prowadził we włoskim miasteczku prowizoryczny punkt opatrunkowy. Tamował krwotoki, wyciągał kule z ran i nawet amputował zmiażdżone kończyny. Podczas tych trudnych dni zaprzyjaźnił się ze swoimi pomocnikami – Giuseppem, jego siostrą Giną i miejscowym księdzem. Obiecał wtedy, że będzie ich odwiedzał, i oto teraz, po czternastu latach, postanawia wrócić do Stravino.

W miasteczku oczywiście nie widać już śladów wojny, wszystko zostało odbudowane. Mieszkańcy wiodą spokojne, nudne życie. Gina umarła kilka lat temu, a jej córka Rosina, wówczas sześcioletnia, wyrosła na miłą i śliczną panienkę. Giuseppe zajmuje się prowadzeniem farmy, a ksiądz Ambrogio czuwa nad religijnym wychowaniem swoich parafian. Akurat w chwili, gdy pojawia się lekarz, w kościele wydarza się coś dziwnego – z posągu Chrystusa sączy się krew. Ksiądz obawia się, że to nie cud, lecz złośliwy dowcip któregoś z mieszkańców miasteczka. Wyman wydaje mu się jedyną godną zaufania osobą, prosi go więc o zbadanie, czy czerwona substancja na pewno jest ludzką krwią. Lekarz nie wierzy w cuda, uważa, że są one wymysłem prostych ludzi ze zbyt wybujałą wyobraźnią i nadmiarem wolnego czasu, ale ze względu na dawną przyjaźń postanawia księdzu pomóc.

„Coś do kochania” to całkiem ciekawa minipowieść z Włochami w tle – jest nawet opis wycieczki do Neapolu. Akcja toczy się szybko i obfituje w różne ważne dla lekarza wydarzenia. W bardzo ładny i ciekawy sposób przedstawiony został powrót człowieka do miejsca, w którym spędził kiedyś kilka pełnych emocji dni. Niektórych pacjentów lekarz pamięta bardzo dobrze, innych nie potrafi sobie przypomnieć, choć oni pamiętają jego. Francis Clifford poruszył również temat cudów, a także pokazał, jak silne mogą być urazy psychiczne z powodu niepełnosprawności. Jeden z najciekawszych bohaterów tej książki to narzeczony Rosiny, Emilio. Chłopak stracił rękę. Jest bardzo drażliwy na tym punkcie i czuje wielką nienawiść do lekarza, który wykonał amputację. Co jakiś czas Emilio popada w depresyjny nastrój, lituje się nad sobą i wtedy Rosinie trudno z nim wytrzymać. Chłopak z pewnością potrzebuje pomocy psychologicznej, a może po prostu jakiejś próby charakteru, która pozwoliłaby mu nabrać wiary w swoją męskość.

Moja ocena: 5/6.

„Pomysł gubernatora” Pentti Haanpää


Bohaterami „Pomysłu gubernatora” są osadnicy z północnej Finlandii. Tego roku, kiedy toczy się akcja powieści, zbyt wcześnie nadszedł mróz i zniszczył plony. Poproszony o pomoc gubernator postanowił, że nie da poszkodowanym pieniędzy, bo przecież mogliby je roztrwonić na wódkę lub kawę, lecz zatrudni ich przy budowie państwowej drogi. Wkrótce do gminy Kaira pojechało trzydzieści sań wyładowanych workami mąki, a ze wszystkich stron pustkowi przybyli Fini, by wycinać drzewa i kopać rowy w zamarzniętej ziemi. Jako zapłatę dostawali mąkę, a ci, którzy nie mogli tak ciężko pracować – starzy, wdowa z malutkimi dziećmi – nadal próbowali oszukać głód papką z zamarzniętego zboża i chlebem z kory brzozowej. 

„Pokusa” Jan Otčenášek



Bohater „Pokusy”, Jerzy, ma 42 lata i pochodzi z Pragi. Urlop spędza w Jugosławii, gdzie poznaje młodą Niemkę Inge. Opalają się na pięknej wyspie Katarinie i rozmawiają. Akcja toczy się w roku 1966, ważna jest więc sytuacja polityczna. Jerzy, jako człowiek zza żelaznej kurtyny, zazdrości mieszkance RFN, dostrzega swoją gorszą sytuację materialną, brak obycia i swobody, liczne kompleksy. Czuje się też zawstydzony i oburzony faktem, że Inge nie zna ani jednego czeskiego słowa, on zaś dobrze mówi po niemiecku; do nauki tego znienawidzonego języka zmuszono go za czasów protektoratu. Wypomina to dziewczynie, a po chwili czuje absurdalność swojego zachowania – Inge urodziła się przecież tuż przed wojną i nie ma nic wspólnego z polityką... 

28.12.2014

„Wawrzek, syn Wawrzyńca” Józef Morton


A u mnie znowu Józef Morton – po raz czwarty i ostatni w tym roku :-) 

„Wawrzek, syn Wawrzyńca” to opowieść o starym, schorowanym chłopie z podkieleckiej wsi. Wychował się on w nędzy, ale w wieku siedemnastu lat wyjechał do Prus i tam, ciężko pracując i oszczędzając na wszystkim, zgromadził trochę pieniędzy. A potem dniami i nocami harował na zakupionej przez siebie ziemi, by jak najwięcej z niej wydusić. Teraz rozpiera go duma, a zarazem strach, by tej ziemi nie stracić, by syn Stach, który ma już prawie trzydzieści lat i buntuje się przeciwko władzy ojca, nie wygonił go kiedyś z gospodarstwa. Wawrzek nie przeczuwa, że nieszczęście nadchodzi z zupełnie innej strony... 

Przy czytaniu „Wawrzka...” nie można się nudzić, gdyż jest to ciekawa, dobrze napisana powieść z zaskakującym, dramatycznym zakończeniem. Na głównego bohatera spada wiele nieszczęść zarówno z winy wypadków losowych, jak i zawistnych ludzi. Stary człowiek nie może spokojnie cieszyć się swoją ziemią. Akcja toczy się szybko, bohaterowie mają wiele wad i kierują się namiętnościami. Oprócz Wawrzka i jego syna na kartach powieści spotkamy pracowitą, ale niewierną Marynę, Magdę wykradającą jedzenie dla swojej głodującej rodziny, leniwego Froncka i malutką Martyś. Najładniejsze fragmenty książki to te opisujące kontakty starca z wnuczką – oczekiwanie na jej narodziny, wspólne zabawy, tęsknotę przy rozstaniu. 

W „Wawrzku...”, podobnie jak w innych powieściach Mortona, warstwa obyczajowa została bardzo dobrze rozwinięta. Autor pokazał życie na wsi przed wybuchem drugiej wojny światowej, odmalował wiejską nędzę, a także interesowność chłopów, którzy żenili się nie z tą dziewczyną, która im się podobała, lecz z tą, która posiadała najwięcej ziemi. Autor poruszył też takie tematy jak konflikt pomiędzy ojcem a synem, ogromna miłość do ziemi, namiętności, uczucie dziadka do wnuczki, a nawet... zbrodnia.

19.12.2014

„Uczciwa oszustka” Tove Jansson









Akcja „Uczciwej oszustki” toczy się w zasypanej śniegiem nadmorskiej osadzie Västerby. Mieszkają tu dwie nielubiane kobiety – Anna Aemelin oraz Katri Kling. Różni je status społeczny, stosunek do pieniędzy i wiek, gdyż Anna jest podstarzałą, bogatą właścicielką posiadłości i ilustratorką książek, zaś dwudziestopięcioletnia Katri od wielu lat musi zarabiać na utrzymanie swoje i swojego brata Matsa. Do tej pory pracowała w sklepie, teraz jednak porzuciła to zajęcie, pragnąc zdobyć majątek w szybszy sposób. Uknuła pewien plan, mający związek z osobą Anny.

Jacy są główni bohaterowie tej powieści? Katri ma psa, którego nigdy nie głaszcze i któremu nie nadała nawet imienia. W kontaktach z innymi ludźmi jest bardzo zimna, każdemu mówi prawdę w oczy, nigdy nie używa pochlebstw. Choć jest pożyteczna, bo pomaga sąsiadom wypełniać różne dokumenty i przeliczać rachunki, sieje wokół siebie niepokój, bo uświadamia ludziom, że są przez innych oszukiwani. Z kolei Anna patrzy na świat jakby przez różowe okulary. Chce myśleć o wszystkich ludziach dobrze, woli nie dostrzegać oszustw i intryg. Zimą nigdy nie opuszcza swojej willi. Z pasją czytuje powieści przygodowe, takie, jakie podobałyby się nastoletniemu Matsowi. A Mats? To chłopak milczący, poważny, kochający wszystko, co związane z morzem. Jak na swoje piętnaście lat bardzo dużo potrafi – nie dosyć, że projektuje i buduje łodzie, to jeszcze umie rąbać drwa, naprawiać zatkane zlewy i niedomykające się okna. 

16.12.2014

„Opactwo Northanger” Jane Austen



Niektórzy twierdzą, że „Opactwo Northanger” jest najsłabszą książką Jane Austen, ja jednak uważam, że nie tyle najsłabszą, co po prostu inną. Skonstruowana jako parodia powieści gotyckich, zawiera wiele dygresji, zabawnych scen i na pewno jest lżejsza w czytaniu niż „Duma i uprzedzenie”, ale czy to wady? Chyba nie. Ja w każdym razie podczas czytania „Opactwa...” bardzo dobrze się bawiłam. 

O czym jest „Opactwo...”? W powieści tej Austen pokazała „wchodzenie w świat” pochodzącej z wielodzietnej rodziny, siedemnastoletniej Katarzyny Morland. Rodzice jej mieszkali na wsi, nie znali prawie żadnych młodych osób, toteż z chęcią przyjęli propozycję poczciwej sąsiadki, która chciała, by Katarzyna towarzyszyła jej w wyprawie do uzdrowiska w Bath. Wkrótce Katarzyna, pełna nadziei na poznanie nowych przyjaciół, wyruszyła w swoją pierwszą w życiu podróż. Odwiedziła nie tylko Bath, ale też Opactwo Northanger. Podczas tych wyjazdów doznała mnóstwa wrażeń, przekonała się, jakie niebezpieczeństwa czyhają na niedoświadczoną osobę i poznała zarówno ludzi dobrych, jak i złych.

09.12.2014

Ladislav Grosman „Sklep przy głównej ulicy”



„Sklep przy głównej ulicy” to rozbudowana nowela z akcją rozgrywającą się w czasie drugiej wojny światowej na terenie Republiki Słowackiej. Główny bohater nazywa się Tono Brtko i uważany jest przez swoją żonę Ewelinę za niedojdę. Za przykład do naśladowania Ewelina stawia mu swojego szwagra Markusa, który umie wykorzystać wojnę jako okazję do wzbogacenia się i zajęcia zaszczytnego w tamtych czasach stanowiska. Został on faszystowskim komendantem, co bardzo Ewelinie imponuje.

Gdy zaczyna się akcja noweli, po dłuższym okresie nieodwiedzania się z powodu jakichś sporów o podział majątku komendant przychodzi do domu Antoniego i Eweliny. Nie robi tego całkiem bezinteresownie, gdyż chce wciągnąć szwagra w działalność antyżydowską – niezdeklarowany politycznie Tono zagraża jego karierze. Obdarowuje krewniaków prezentami oraz daje im zaświadczenie o przejęciu sklepu od Żydówki Lautmanowej. Następnego dnia Tono z ciężkim sercem idzie do sklepu...

Tono nie został pokazany jako człowiek nieskazitelnie moralny. Widać, że nie jest zdolny do zabijania, ale skusiłby się na żydowskie mienie, by zdobyć uznanie żony, której się boi. Dużo w nim tchórzostwa, chwiejności, niezdecydowania. Postacią bardzo ciekawie wykreowaną jest również stara, głucha właścicielka sklepu. Żyje ona jakby w innej, przedwojennej rzeczywistości i nie ma pojęcia o tym, co się dokoła niej dzieje. Nie zna ona treści takiego słowa jak „eryzator”, a Słowaka, który przybył do jej sklepu, uważa po prostu za subiekta i traktuje serdecznie, po matczynemu.

Nowela jest bardzo treściwa i wzbudza wiele emocji. Widzimy złych Słowaków, takich jak Ewelina, jej siostra i szwagier, obojętnych na tragedię Żydów, dbających tylko o własne korzyści. Widzimy też takich, którzy nie chcą popierać faszyzmu, ale brakuje im odwagi na otwarty bunt, starają się więc nie szkodzić nikomu i jednocześnie nie podpaść nikomu. Ale na dłuższą metę taktyka ta okazuje się nieskuteczna, rodacy zmuszają ich od określenia swojego stanowiska. Przed podobnym wyborem stanął Tono, człowiek, który najchętniej zająłby się stolarką i nie mieszał w takie sprawy jak odbieranie majątków Żydom...

Im bliżej końca, tym usilniej zastanawiałam się, co się stanie ze starą Lautmanową i jak zachowa się Tono. Ale nie odgadłam, Grosman rozwiązał akcję w bardzo zaskakujący i dramatyczny sposób. 

---
Grosman Ladislav, „Sklep przy głównej ulicy” („Obchod na korze”), tł. Dmochowska Cecylia.

08.12.2014

„Ostatni pokłon” Wiktor Astafiew





Wspomnienia pisarzy należą do utworów, które lubię czytać najbardziej, nic więc dziwnego, że skusiłam się na autobiografię Wiktora Astafiewa pt. „Ostatni pokłon”. Pióro Astafiewa znałam już zresztą z Kradzieży – powieści, w której przedstawiał losy bezprizornych, czyli osieroconych dzieci w ZSRR. Teraz już wiem, dlaczego pisarz interesował się taką tematyką: kiedy miał kilkanaście lat, rozłączono go z ukochaną babcią i na własnej skórze doświadczył okrutnej nędzy i bezdomności.

03.12.2014

Zabawa blogowa, odpowiadam na pytania Paren



Za zaproszenie do udziału w zabawie Liebster Blog Award dziękuję Paren z bloga O muzyce – słowem i obrazem. Paren zadała jedenaście pytań, na które z przyjemnością odpowiadam:

1. Czy, mając do wyboru różne wydania tej samej książki, kierujesz się osobą tłumacza?

Tak. Nie sięgnę po Dostojewskiego w tłumaczeniu Barbary Beaupre. Mam swoją prywatną czarną listę tłumaczy, którzy mi podpadli. Ostatnio na tej liście znalazł się Wiktor Dłuski za to, że fatalnie przetłumaczył „Zagubioną dzielnicę” Modiano. Unikam książek, które zostały przetłumaczone przez osoby z tej mojej listy.

2. Czy słuchasz audiobooków? Może masz swojego ulubionego lektora? Czy sądzisz, że lektor ma wpływ na nasz odbiór książki?

Najczęściej  korzystam z książki tradycyjnej, po ebooki i audiobooki sięgam rzadko. Nie kojarzę nazwisk lektorów. Jeżeli lektor mi nie odpowiada, rezygnuję ze słuchania, bo nie jestem w stanie skupić się na treści.

3. Książka czy film? A jeżeli oba, to w jakiej kolejności? Czy masz i możesz polecić ulubioną ekranizację (adaptację)?

Książka, ale czasami zdarza się odwrotnie. Mogę polecić „Lot nad kukułczym gniazdem” zarówno jako książkę, jak i film. 

4. Jaką rolę w Twoim życiu odgrywa muzyka? Wolisz muzykę na żywo czy nagrania studyjne?

Kiedyś odgrywała dużą rolę, teraz mniejszą. Wolę nagrania studyjne, przy muzyce na żywo trudno mi się skupić, bo zwykle ktoś chrząka, szeleści torebką z chipsami albo po cichu gada.

5. Jakiego muzyka z „największej orkiestry świata” najbardziej chciałabyś posłuchać na żywo, gdyby to było możliwe?

Posłuchałabym Lennona. I Beethovena. Krążą legendy o tym, że pomimo całkowitej głuchoty był cudownym wirtuozem. Chciałabym to usłyszeć. A z muzyków żyjących chciałabym posłuchać gry niejakiego Rexa Lewisa. Jest to młodzieniec bardzo głęboko upośledzony i na dodatek niewidomy. Nie widzi nut ani fortepianu, nie umie wykonać wielu prostych rzeczy, a mimo to genialnie gra. Jego niezwykły talent został odkryty we wczesnym dzieciństwie. Spójrzcie na Rexa:


6. Zbliżają się święta... O jaką książkę (dzieło sztuki, płytę CD lub DVD...) poprosiłabyś w liście do Mikołaja?

Trudno wybrać, bo w księgarniach jest mnóstwo ciekawych rzeczy. Może „Zabliźnione serca” Maxa Blechera z serii Nowy Kanon?

7. Czy pora roku (lub pogoda) ma jakiś wpływ na dobór Twoich lektur?

Raczej nie, ale czasem w środku upalnego lata sięgam po powieść, której akcja toczy się zimą. Od razu robi się chłodniej :-)

8. Czy dajesz drugą szansę pisarzowi, jeżeli pierwsze z nim spotkanie uznałaś za nieudane?

Daję. Czasami nawet i trzecią. Najczęściej spotyka mnie rozczarowanie, tak jak przy książkach Michalak, ale bywa, że zaczynam lubić pisarza. Za przykład mogę podać książki Iris Murdoch. Najpierw czytałam „W sieci” i „Machinę miłości czystej i wszetecznej”. Nie podobały mi się, ale sięgnęłam jeszcze po „Morze, morze” i  „Henryka i Katona”... i był zachwyt!Teraz zaliczam Murdoch do swoich ulubionych pisarek.

9. Czy lubisz podążać tropami znalezionymi w czytanych książkach (nie tylko esejach także powieściach, w których bohaterowie coś czytają)?

Lubię i to nawet bardzo. Bohater „Dziwnego spotkania” Susan Hill czytał „W kleszczach lęku” Jamesa, więc i ja sięgnęłam po „W kleszczach lęku”. Lubię, kiedy autor informuje mnie, co bohaterowie czytają i jakie książki mają w domu. 

10. Twój ulubiony pisarz prosi Cię o podpowiedź w sprawie książki, którą dopiero ma zacząć pisać. Masz wszechstronne możliwości współdecydowania nie tylko o tematyce, ale i miejscu i czasie akcji. Co byś mu podpowiedział(a)?

Że podpowiem mu pod warunkiem, że będę figurowała jako współautor i podzielimy się zyskiem z książki :)

Wbrew pozorom, odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Wierzę w to, że książki – przynajmniej częściowo – powstają pod wpływem natchnienia, a do pisarza temat sam przychodzi. Autor, który pisuje na zamówienie i pozwala czytelnikom decydować o elementach książki, to według mnie rzemieślnik, a nie artysta. A rzemieślników nie umiem cenić. Przyznaję, że podczas czytania „Pamiętnika rzemieślnika” Kinga moja sympatia do Kinga osłabła. Denerwują mnie też pisarze, którzy proszą, by czytelnicy podpowiedzieli, jakie mają być dalsze losy bohaterów serii. Wolę autorów, którzy nie słuchają czytelników, piszą, co chcą, a redaktorom nie pozwalają wykreślić żadnej sceny :)

11. Jedziesz tramwajem, autobusem, pociągiem... obok Ciebie jedzie osoba w zbliżonym wieku, zaczytana tak, że świata dookoła siebie nie widzi... Czy spróbujesz podejrzeć (lub spytać wprost), co takiego czyta, widząc w tym zaczytaniu jakąś podpowiedź lektury dla siebie? Czy zdarza Ci się rozmawiać o książkach z całkiem obcymi, przypadkowymi osobami?

A pewnie, że zajrzałabym! Zajrzałabym, ale nie pytała, co czyta, bo czy ten ktoś ucieszyłby się z tego, że obca osoba przerywa mu lekturę? Utkwiła mi w głowie wypowiedź Juliena Greena: „Ktoś, komu nawet nie przyszłoby na myśl, żeby zbudzić mnie ze snu, nie waha się mącić moich lektur. Wstrząs jest identyczny. Lektura to rodzaj pracowitych marzeń – nie życzymy sobie, żeby przerywano je nam niespodziewanie”. Ja w każdym razie bardzo nie lubię, gdy ktoś bez ważnego powodu mi przerywa.

Na ostatnie pytanie odpowiedź brzmi: nie, raczej nie, za to chętnie „rozmawiam” za pośrednictwem internetu. A w ogóle to zazdroszczę osobom, które w miejscu publicznym potrafią tak się zaczytać, że nie widzą świata. Mnie to się nie udaje, źle mi się czyta w sytuacji, gdy ktoś mnie obserwuje. Wolę zacisze domowe.

Dziękuję Paren za zaproszenie do zabawy.

30.11.2014

„Nieletnim wstęp wzbroniony” Andrzej Bartoszyński


Andrzej Bartoszyński odwiedził któregoś razu Muzeum Więzienia Pawiak. Wśród chętnych do zwiedzania znalazł się kilkunastoletni chłopiec. Nie został wpuszczony – przewodniczka stwierdziła, że widoki będą zbyt drastyczne, nieletnim wstęp wzbroniony. Bartoszyński poczuł się wtedy bardzo dziwnie. Miał przecież tyle samo lat, co ten chłopiec, kiedy aresztowano go i trzymano na Pawiaku, a potem wywieziono do obozu. Gdyby wtedy ktoś powiedział: „Wracaj, dziecko, do domu, tutaj nieletnim wstęp wzbroniony”! Ale w bestialskich czasach wojny nad dziećmi okupant się nie litował, młody wiek nie chronił przed niczym... 

Niezwykła jest książka, którą tu prezentuję, ponieważ opowiada o aresztowaniu dziecka. Andrzej miał zaledwie jedenaście lat, gdy wybuchła wojna. Mieszkał w Warszawie, był synem oficera. Namówiony przez kolegów, zajął się roznoszeniem ulotek i zrywaniem niemieckich plakatów. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak okrutnie może zostać ukarany. Gestapo szybko wpadło na jego ślad. Potraktowano go bezlitośnie, jak dorosłego. 

„Życie odzyskane” Zofia Lewandowska






Bardzo lubię szperać na półkach ze starymi, zapomnianymi książkami, bo często znajduję na nich powieści, które sprawiają mi o wiele więcej przyjemności czytelniczej niż wychwalane bestsellery. Niedawno w ten sposób wypatrzyłam „Życie odzyskane” Zofii Lewandowskiej. Już po przeczytaniu kilkunastu kartek wiedziałam, że to książka idealna dla mnie: nie za trudna, nie za łatwa, psychologiczna, z historią w tle, poruszająca trudne tematy i do tego wzruszająca. Czego chcieć więcej?

Kiedy Anna i Kazimierz poznali się, mieli już za sobą nieudane małżeństwa, zawarte jeszcze przed drugą wojną światową. Anna wbrew woli rodziny związała się z Niemcem. Rodzice, brat oraz sąsiedzi nigdy jej tego nie wybaczyli. Z kolei Kazimierz czuł się znudzony zachowaniem swojej wiecznie smutnej żony Ireny, pragnął towarzystwa kobiety zdrowej i wesołej. A Irena? To ona jest najbardziej poszkodowaną postacią z tej powieści. Nieszczęście jej zaczęło się wtedy, gdy mąż wbrew jej woli postanowił ukrywać w mieszkaniu Żydówkę. Żydówka często wyglądała przez okno, wymykała się na ulicę i w końcu przez swoją nieostrożność sprowadziła do domu gestapo. Kazimierzowi udało się uciec, Irenie niestety nie. Trafiła do Ravensbrück, gdzie niemieccy pseudolekarze oszpecili ją i okaleczyli.

Zofia Lewandowska ujęła mnie tym, że umiała pokazać, jak bardzo pokrzywdzeni byli więźniowie lagrów. Nie dość, że w obozach zaznali niewyobrażalnych cierpień, to jeszcze po powrocie do domu często zauważali, że odstają od otoczenia i że najbliżsi nie mają cierpliwości do ich lęków, koszmarów nocnych i problemów zdrowotnych. Wątek Ireny jest przerażający, przedstawiony z wielką empatią i wnikliwością. Ileż namacalnego bólu w tej historii, ile smutku! Czytając o Irenie, można zrozumieć, dlaczego niektórzy byli więźniowie nie umieli cieszyć się odzyskanym życiem i coraz bardziej izolowali się od ludzi, popadając z czasem w chorobę psychiczną.

Zdrada, samotność, poobozowa trauma, eksperymenty pseudomedyczne, tragiczne konsekwencje pomocy Żydom, nienawiść pomiędzy Polakami a Niemcami, klimat przedwojennego Śląska i warunki życia tuż po wojnie – tak wiele w „Życiu odzyskanym” trudnych tematów, a wszystkie przedstawione delikatnie, nienatrętnie, ładnym językiem. Autorka ukazała bohaterów w taki sposób, że każdego można zrozumieć i usprawiedliwić, nawet egoistycznego Kazimierza. Bo w końcu i on miał prawo do szukania szczęścia w życiu...

Moja ocena: 5/6.

---
Zofia Lewandowska, „Życie odzyskane”.

27.11.2014

„Syn! Będzie szczęśliwa...” Eugenia Chajęcka


Dzisiejsza młodzież nie wie, jak straszną chorobą była poliomyelitis. Odkąd wprowadzono masowe szczepienia, zachorowania prawie się nie zdarzają, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu z winy wirusa polio wiele dzieci umierało w męczarniach bądź zostawało kalekami. Takie właśnie nieszczęście spotkało Andrzeja, syna Eugenii Chajęckiej. Chłopiec miał zaledwie czternaście lat, kiedy zachorował na Heine-Medina. Wszystkie jego mięśnie, łącznie z oddechowymi, uległy porażeniu. Po kilku tygodniach spędzonych w urządzeniu o nazwie żelazne płuco i wielu miesiącach nieskutecznej rehabilitacji Andrzej musiał pogodzić się z faktem, że już na zawsze zostanie sparaliżowany, zdany na opiekę innych.

„Syn! Będzie szczęśliwa...” to wzruszające świadectwo matczynej miłości. Prawie wszystkie wydarzenia opisane przez Eugenię Chajęcką dotyczą jej syna. Ze wspomnień dowiemy się, jak wielka więź łączyła ją z Andrzejem i jak wyglądało życie inwalidów w latach PRL-u. I w naszych czasach niepełnosprawni wciąż spotykają się z dyskryminacją, a czterdzieści lat temu sytuacja była o wiele gorsza. Kilkadziesiąt kartek autorka poświęciła dokładnemu opisowi edukacji syna.

W takiej to maszynie, podobnej
 do trumny, musiał Andrzej
 leżeć przez wiele tygodni.
Tę ciekawą książkę przeczytać powinni i zdrowi, i chorzy, a już koniecznie matki niepełnosprawnych dzieci. Choć opowiada o życiu na wózku inwalidzkim, nie jest pesymistyczna. Nie znajdziemy w niej opisów przygnębienia i narzekań na zły los. Eugenia Chajęcka nie lubiła się zamartwiać, wierzyła, że pomimo paraliżu syn jej może być szczęśliwy. Również i Andrzej starał się odpędzać od siebie depresyjne nastroje. Bezczynne leżenie nudziło go, chciał się uczyć, poznawać nowych ludzi, podróżować, zarabiać na życie. Ile osiągnął – przekonajcie się sami!

---
Eugenia Chajęcka, „Syn! Będzie szczęśliwa...”, Książka i Wiedza, 1988.

24.11.2014

Zabawa blogowa. Odpowiadam na pytania i wyznaczam kolejne osoby

Buksy z bloga Więcej niż pierwsza czytanka zaprosiła mnie do zabawy blogowej:
"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego Blogera, w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował".
Pytania Buksy są bardzo ciekawe (i niezbyt osobiste, co lubię), postaram się więc na nie odpowiedzieć.

1. Twoje ulubione miejsce pełne książek to?
Biblioteka z wolnym dostępem do półek. Obecnie nie mam wiele czasu, odwiedzam ją więc w sobotę co dwa tygodnie. I nawet jeśli w zlewie czekają brudne talerze, a mąż domaga się kolejnej jajecznicy, to mnie to nie obchodzi, wymykam się z domu i idę po nowe książki. Jeśli nie zdążyłam przeczytać tych, które wzięłam przedtem – trudno, oddaję je nieprzeczytane. Taka wyprawa mnie uspokaja :-)

„Zniewoleni przez Stalina” Edward Kurowski



Spośród pamiętników deportowanych Polaków tylko niektóre wyróżniają się pięknym językiem albo trafnością obserwacji. Zniewoleni przez Stalina należą akurat do tych, które nie charakteryzują się niczym wyjątkowym, ale to przecież nie powód, by ich nie czytać. Zawierają w końcu szczery opis czyjejś tragedii i utrwalają dramatyczny okres historii naszego kraju. 

Edward Kurowski miał zaledwie 12 lat, kiedy podczas tzw. pierwszej deportacji wywieziono go wraz z rodziną w głąb Rosji. Potem mieszkał w różnych kołchozach, zarówno w obwodzie swierdłowskim, jak i na Syberii, bo jego rodzina starała się przemieszczać z miejsca na miejsce w poszukiwaniu możliwości ucieczki z ZSRR. 

21.11.2014

„Siła słabych” Anna Seghers


W zbiorku pt. „Siła słabych” Anny Seghers znajduje się dziewięć opowiadań. Prawie w każdym mowa jest o wojnie, terrorze, śmierci. Akcja dwóch opowiadań toczy się w czasach dawnych, kiedy to ludzie żyli w plemionach, pozostałych – w latach przed drugą wojną światową, w czasie wojny i tuż po wojnie. 

Bohaterowie to najczęściej zwyczajni ludzie, którzy początkowo nie interesowali się polityką. Takim kobietom jak Agata Schweigert czy Marta Emrich nie przychodziło do głowy, by zastanawiać się nad wydarzeniami w Europie. Agata z przyjemnością sprzedawała swastyki w swoim sklepiku, Marta nie miała nic przeciwko temu, że jej ukochany brat bierze udział w najeździe na Polskę. Dopiero pod wpływem miłości do mężczyzn (w przypadku Agaty był to syn komunista, a w przypadku Marty – dezerter Kurt) kobiety te zaangażowały się w walkę z hitleryzmem. Do tytułowych „słabych” zaliczyć również można dziennikarza, który prorokował klęskę Hitlera i został zamęczony w obozie, piękną Zuzię, zawsze pogodną i gotową do wielkich poświęceń dla przyjaciół, oraz profesora Bötchera, udzielającego bezinteresownej pomocy uczniom opóźnionym w nauce z powodu udziału w wojnie.

Anną Seghers znałam już z Siódmego krzyża, toteż spodziewałam się dobrze napisanej, pełnej emocji lektury. Niestety, te opowiadania mnie rozczarowały. Choć poruszają trudną tematykę, nie intrygują, brakuje im dramatyzmu. Seghers rzadko zagląda w dusze swoich postaci, nie opisuje ich myśli i odczuć, a jedynie uczynki, nic więc dziwnego, że bohaterowie wydali mi się obcy. Ale największa wada książki to zachwyt ideologią komunistyczną. Komuniści z kart książki są postaciami wyidealizowanymi. Odważnie i szlachetnie walczą z faszyzmem, a po zakończeniu wojny budują nowy wspaniały ład. W „Spotkaniu” Anna Seghers opisuje nawet jedną ze swoich wycieczek po Moskwie... Z tych to powodów uważam, że książka zainteresuje może badaczy literatury, ale na pewno nie przeciętnego czytelnika. Nie polecam.

---
Anna Seghers, ”Siła słabych” („Die Kraft der Schwachen”), Czytelnik, 1966.

16.11.2014

„Książę Nocy” Marek Nowakowski


Uważam, że każdy, kto interesuje się polską literaturą współczesną, powinien przeczytać przynajmniej kilka książek Marka Nowakowskiego. Autor ten zmarł niedawno, ale zostawił mnóstwo opowiadań, w których utrwalił szarzyznę PRL-u oraz pokazał sposób życia osób niewykształconych, lubiących alkohol, mających problemy z prawem. Takie właśnie postacie występują w przeczytanym niedawno przeze mnie „Księciu Nocy”.

Narrator tej minipowieści, pisarz (może jest nim sam Marek Nowakowski, a może to jego alter ego), z perspektywy lat wspomina swoją wczesną młodość, kiedy to znudzony szkołą i obowiązkami uciekał z domu – czasami nie było go nawet przez kilka tygodni - i nic sobie nie robiąc ze zgryzoty rodziców, spędzał czas w towarzystwie zdemoralizowanych rówieśników. Pragnął poznawać ludzi z marginesu społecznego, bo wydawało mu się, że prowadzą oni ciekawe życie i wiedzą, czym jest wolność. Pewnego razu odezwał się do niego sławny w warszawskim półświatku Książę Nocy – fantazyjnie ubrany mężczyzna, który nigdzie nie pracował i barwnie opowiadał o swoich wymyślonych przygodach. Młody chłopak poczuł się wyróżniony nową znajomością. I choć po kilku latach odsunął się od Księcia i środowiska przestępczego, tamten okres życia wspomina z sentymentem i fascynacją. Nie żałuje niczego, nawet tego, że przebywał w więzieniu. Uważa, że znajomość z Księciem ubarwiła jego młodość, a to, co widział i przeżył, może teraz wykorzystać jako tworzywo literackie.

14.11.2014

„Wnuczka pana Linha” Philippe Claudel



Pan Linh to najzacniejszy i najodważniejszy staruszek, jakiego spotkałam kiedykolwiek na kartach książek. Mieszkał w jakimś kraju ogarniętym wojną, najprawdopodobniej w Wietnamie. Pewnego razu usłyszał huk bomby. Na polu znalazł zakrwawione zwłoki syna i synowej. Obok leżała ich śliczna, kilkutygodniowa córeczka. Oszołomiony pan Linh chwycił wnuczkę na ręce i przez wiele dni szedł w stronę morza, przepełniony pragnieniem, by zanieść maleństwo w jakieś bezpieczne miejsce. Wraz z tłumem takich samych nieszczęśników jak on wsiadł na statek i po wielu tygodniach znalazł się w obcym kraju w ośrodku dla uchodźców. Przez cały czas nie wypuszczał wnuczki z rąk, karmił ją nieporadnie, przebierał, śpiewał kołysanki i starał się nie przejmować ludźmi, którzy traktowali go jak dziwoląga.

05.11.2014

Marek Hłasko „Drugie zabicie psa. Nawrócony w Jaffie”









Do tej pory z twórczości Marka Hłaski znałam jedynie „Pięknych dwudziestoletnich” oraz opowiadania, m.in. genialną „Pętlę”, teraz przyszedł czas na minipowieści „Drugie zabicie psa” oraz „Nawrócony w Jaffie”. Oba te utwory zostały wydane w jednym tomie i trzeba je czytać po kolei, gdyż mają tego samego bohatera i poruszają ten sam temat. Ich akcja rozgrywa się w Izraelu, do którego narrator zawędrował w poszukiwaniu łatwego zarobku. Za pomocą różnych oszustw i tricków psychologicznych stara się on nakłonić turystki z Ameryki do przekazania mu swoich oszczędności.

O narratorze nie dowiadujemy się wiele, tyle tylko, że ma około 30 lat, a wygląda na dużo więcej, i że ma za sobą bogatą przeszłość  przebywał zarówno w więzieniach, jak i w szpitalach psychiatrycznych. Często głodował, nie mógł znaleźć legalnej, dobrze płatnej pracy. Jest człowiekiem zgorzkniałym, cynicznym, zdolnym do wszelkich podłości i nigdy nie ma problemów natury moralnej. Oszukał Amerykankę? I co z tego, przecież wszystkie kobiety to według niego „k...rwy”. Dla własnego widzimisię zamordował psa? To przecież tylko zwierzę. Trzeba kogoś „zlikwidować”? Proszę bardzo, jeśli tylko nie skończy się to więzieniem, to czemu by nie...

Taki jest narrator. Pomaga mu podstarzały Żyd Robert, który pasjonuje się teatrem, ukończył nawet anglistykę, by móc czytać Szekspira w oryginale. Ponieważ nie udało mu się otrzymać pracy reżysera, wyżywa się na swoim młodszym towarzyszu, bezustannie pouczając go, co ma mówić, jakim tonem i z jaką miną. W rozmowach z innymi ludźmi bohaterowie nigdy nie są szczerzy, bez końca fantazjują – aż dziw, że nikt nie poznaje się na ich kłamstwach. 

Minipowieści Hłaski zaczęłam czytać z entuzjazmem, który szybko się rozwiał. Po pierwsze wszystkie postacie, nawet dziecko, wydały mi się odpychające i nieciekawe, po drugie akcja mnie nudziła, a sceny ćwiczenia dialogów w pokoju hotelowym ciągnęły się w nieskończoność, po trzecie – z tej książki nie dowiedziałam się prawie niczego o Izraelu. Ale najgorsze jest to, że scena mordowania psa została opisana w sposób bardzo obojętny, bez emocji, tak jakby według autora nie warto było przejmować się zabijaniem domowych zwierząt.  

---
Marek Hłasko, „Drugie zabicie psa. Nawrócony w Jaffie”, Da Capo, 1993.

29.10.2014

„Mój drugi ożenek” Józef Morton






Po przeczytaniu „Spowiedzi” oraz bardzo zabawnych i ciekawych „Wielkich przygód małego ancykrysta” poczułam nieprzepartą chęć, by sięgnąć po kolejną powieść Józefa Mortona. Wybrałam „Mój drugi ożenek”. Akcja tej książki także toczy się w wiejskiej scenerii, a narratorem znowu jest mężczyzna mieszkający od urodzenia na wsi. Nazywa się on Marcin i ma pięćdziesiąt lat. Poznajemy go w dramatycznym momencie życia. Akurat umiera jego żona, którą, jak twierdzi, kochał. Choć nie należy do biedaków, organizuje jej jak najtańszy pochówek i od razu zaczyna rozglądać się za kolejną żoną.

Stosunek głównego bohatera do kobiet jest bardzo irytujący. Marcin bez końca rozważa, z którą panią najbardziej opłaca mu się związać. Posuwa się nawet do tego, że przerażoną kandydatkę na żonę ciągnie do ginekologa. Traktuje kobiety jak przedmioty, nazywa je „klępami” i „krowami”. Jego córka też nie może liczyć na cieplejsze słowo, ojciec woła na nią „dziewucha”. Zresztą najchętniej pozbyłby się dzieci; gdyby opuściły dom i wyjechały na ziemie odzyskane, nie musiałby dzielić się z nimi swoimi morgami i byłby bogatszy. 

„Mój drugi ożenek” to powieść dosyć gruba. Zaczyna się niemrawo, ale z czasem akcja się rozkręca i gdy na scenie pojawia się niejaka Jadzia, robi się bardzo ciekawie. Morton nie skupia się jedynie na opisie perypetii wdowca, ukazuje też przemiany obyczajowe i sytuację polityczną na wsi w okresie tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Chłopi otrzymali już ziemię z reformy rolnej i z lękiem pogłosek o wprowadzeniu kołchozów. Są terroryzowani przez ubeków oraz grasujące w pobliżu oddziały „leśnych”. Dochodzi do wielu morderstw i samosądów.

Józef Morton to wspaniały malarz obyczajów wiejskich i znawca mentalności chłopskiej. Wiele scen z „Mojego drugiego ożenku” zostanie na długo w mej pamięci, jak choćby opis potajemnego, nocnego pogrzebu. Kiedy znowu zapragnę udać się na literacką wycieczkę na wieś, na pewno sięgnę po kolejną książkę tego niesłusznie zapomnianego pisarza. 

28.10.2014

„Dotyk motyla” Anna Gniewkowska


Dotyk motyla to króciutka książeczka w formie zapisków prowadzonych przez lekarkę w średnim wieku. Lekarka w ciągu dnia pracuje w przychodni laryngologicznej, a wieczorami prowadzi życie kulturalne – bywa na wystawach, spotkaniach autorskich, organizuje spektakle, czyta książki. W czasie urlopowym z zapałem zwiedza Paryż, Madryt i Augustów. Wrażenia z tych wydarzeń, a także refleksje na tematy osobiste utrwala na papierze.

Anna Gniewkowska umie posługiwać się ładnym językiem, więc w trakcie obcowania z jej książką czytelnik będzie odczuwał przyjemność estetyczną. Opisy przyrody oraz analizy nastrojów często bywają zachwycające i bardzo delikatne:

Zagnieździłam się po ciemnej stronie życia. Wszystko mi dokucza, dolega. Z nastaniem dnia rana przykryta świeżym naskórkiem snu pęka i boli od nowa. Czyjeś obojętne spojrzenie, złe słowo, przykrość doznana od kogoś, kto przecież nie powinien... Jak boli, jak pogrąża na długie dni w mroku...[1].

Problem polega jednak na tym, że w kilka godzin po odłożeniu książki trudno powiedzieć, o czym autorka pisała. Wszystkie tematy, a jest ich dużo, może nawet zbyt dużo, przedstawione zostały w sposób bardzo skrótowy i mglisty, bez żadnej myśli przewodniej i porządku. Spójrzmy na ten fragment:

Spotkanie z pisarką w bibliotece. Denerwują mnie jej zniszczone włosy i coś jeszcze, sama nie wiem co[2].

I to wszystko, co Anna Gniewkowska zanotowała na temat spotkania. Nie dowiedziałam się, jak brzmiało nazwisko autorki ani o czym opowiadała. Mnie jako czytelniczkę taka sytuacja irytuje. Poza tym często Gniewkowska niby pisze o sobie, ale w sposób tak enigmatyczny, że czytelnik niewiele dowie się o jej życiu. Wspomina na przykład, że cierpi po rozstaniu z mężczyzną, ale nie ujawnia, jakie imię nosił ten mężczyzna, jak długo byli ze sobą i dlaczego się rozstali.

---
[1] Anna Gniewkowska, „Dotyk motyla”, Współczesna Oficyna Supraska, 1997, str. 26.
[2] Tamże, str.73.

24.10.2014

„Detektywi” Jonathan Kellerman


Pierwszoplanowymi postaciami książki są dwaj przyrodni bracia – czarnoskóry Aaron Fox i młodszy o cztery lata, biały Moses Reed. Prowadzą oni te same śledztwo, z tym że Moses jest pracownikiem policji, a Aaron prywatnym detektywem zatrudnionym przez bogacza z Los Angeles. Usiłują dowiedzieć się, co stało się z zaginioną 15 miesięcy temu Caitlin Frostig. Dziewczyna studiowała filozofię, wieczorami pracowała w barze, mieszkała z ojcem w dość nędznych warunkach i uchodziła za spokojną, porządną osobę. Została zamordowana? Uciekła z domu? W takim razie gdzie przebywa, skąd ma pieniądze na utrzymanie, dlaczego ani razu nie użyła karty kredytowej? Ani ojciec, ani chłopak Caitlin nie wydają się specjalnie poruszeni jej zaginięciem i zainteresowani wyjaśnieniem tej sprawy.

17.10.2014

„Zagubiona dzielnica” Patrick Modiano



Niedługa to książka – około 140 stron. Bohaterem jest pisarz, Jean Dekker, który po dwudziestu latach spędzonych w Anglii wraca do rodzinnego Paryża. Załatwia swoje zawodowe sprawy i zastanawia się, czy traktować Paryż jak każde inne miasto, czy też próbować „odzyskać kontakt z nim”. Wybiera to drugie rozwiązanie. Oddaje się wspomnieniom, szuka śladów przeszłości, a w międzyczasie Paryż znowu staje się bliskim mu miejscem. 

Ciekawe, że bohater w ogóle nie wspomina dzieciństwa, kolegów ani rodziców, tylko ludzi nazywanych „bandą Luciena”, których poznał w wieku 20 lat: bogatą wdowę Carmen Blin i kilku jej przyjaciół, lubiących alkohol i nocne zabawy. Dekker wraz z nimi odwiedzał drogie lokale, aż do chwili, gdy doszło do pewnego dramatycznego wydarzenia. Zapragnął wówczas uciec z Paryża i nigdy nie kontaktować się z „bandą Luciena”. Z perspektywy czasu stwierdza, że tamte miesiące były najważniejszymi w jego życiu i ukształtowały go jako pisarza. 

16.10.2014

„Nie ma kto pisać do pułkownika” Gabriel Garcia Marquez


Naiwny, niezaradny, dumny i uparty – takimi przymiotnikami można by określić siedemdziesięciopięcioletniego pułkownika, który wraz z chorą na astmę żoną mieszka w skrajnej nędzy w jakimś kolumbijskim miasteczku. Odkąd zabito ich jedynego syna Augustyna, staruszkowie nie mają żadnych środków do życia. Renta, którą pułkownik powinien otrzymać przed wielu laty, wciąż nie nadchodzi. Zatrudniony dawno temu prawnik niczego nie umie załatwić i tłumaczy, że trzeba jeszcze czasu. Pułkownik czeka więc i czeka...

Opowiadanie „Nie ma kto pisać do pułkownika” jest poruszające i ponure. Marquez sportretował w nim człowieka wierzącego w mrzonki, którego jedynym zajęciem jest bezsensowne czekanie. Opisy codzienności bohaterów bardzo przygnębiają, a zachowanie pułkownika, ceniącego nade wszystko własną godność, może niektórych czytelników irytować. Bo czy ten idealista rozumie, że żona zmęczona jest jego niepraktycznością i żądaniami, by ukrywać biedę? Kiedy nie ma co włożyć do garnka, ona musi gotować kamienie, by żaden z zaglądających przez drzwi sąsiadów nie domyślił się, że nie mają co jeść. Staruszek upiera się też, by hodować koguta – jedyną spuściznę po zmarłym synu. Wierzy, że to wynędzniałe zwierzę, które nieraz przez dwa kolejne dni nie dostaje żadnego jedzenia, zwycięży w kogucich walkach. Co ciekawe, o koguta troszczy się bardziej niż o własną żonę.

W utworze zauważyć można elementy realizmu magicznego. Zawsze w październiku we wnętrznościach bohatera rosną grzyby, które potem gniją, przysparzając mu wielu cierpień. Jego żona podczas leżenia w łóżku w ogóle nie zajmuje miejsca, a kiedy się porusza, sprawia wrażenie, jakby przenikała przez ściany. Te dziwne rzeczy opisane zostały tak, jakby były normalnością.

Moja ocena: 5/6.

---
Gabriel Garcia Marquez, „Nie ma kto pisać do pułkownika” („El coronel no tiene quien le escriba”), Wydawnictwo Literackie, 1973.

11.10.2014

„Wielkie przygody małego ancykrysta” Józef Morton


Wspaniała! Od dawna nie zdarzyło mi się trafić na tak zabawną, pełną życia książkę. I pomyśleć, że napisał ją Józef Morton – ten sam, którego po przeczytaniu „Spowiedzi uznałam za ponuraka. „Wielkie przygody małego ancykrysta” są powieścią o wiele lepszą, barwniejszą, z szybko mknącą akcją, ciekawym bohaterem i wspaniale odtworzonym klimatem przedwojennej wsi. 

Główny bohater nazywa się Maniek, ma prawie 14 lat i mnóstwo wrogów. Wciąż wymyka się z domu lub szkoły i psoci. Bez litości dokucza sąsiadom, a pewnego razu wchodzi w konflikt z największymi osobistościami wsi – księdzem i nauczycielem. Obawiając się zemsty, opuszcza ojcowski dom i wędruje po okolicy, przeżywając wiele najrozmaitszych, nie zawsze bezpiecznych przygód.

„Wielkie przygody małego ancykrysta” każdy będzie czytał z uśmiechem, gdyż pomysłowość Mortona w tworzeniu komicznych i tragikomicznych scenek nie miała granic. Zabawne są i dialogi, i postacie, i sytuacje. Trudno powiedzieć, która scena najbardziej śmieszy: czy ta, kiedy mały łobuziak częstuje sekwestratora niezwykłym „piwem”? Ta z „bumetrem”, a może ta, kiedy do sali lekcyjnej wkracza ksiądz i każe uczniom ryczeć jak krowa?  

Powieść ta jest także bogatym, barwnym obrazem obyczajów przedwojennej wsi. Morton maluje dotkliwą nędzę, wyzysk, nienawiść do ateistów, socjalistów i Żydów, ciemnotę, zabobony. Na kartach książki pojawiają się wędrujący po gościńcach dziad proszalny, ksiądz, który uważa, że trzeba zlikwidować szkoły, nauczyciel bijący dzieci, dziewczyna uznana przez sąsiadów za czarownicę i mnóstwo innych postaci, jakich dziś już nie spotkamy. 

Autorowi doskonale udało się odtworzyć sposób myślenia dziecka. Maniek jest sprytny, zuchwały, ale też naiwny i bezmyślny. Nigdy nie zastanawia się nad konsekwencjami swoich czynów, nie przeszkadza mu, kiedy za jego psoty zostaje ukarany ktoś inny. Właściwie lubi się uczyć, lecz wychowawca nie pozwala mu uczestniczyć w lekcjach, wysyła go wciąż do karmienia świń lub innej pracy. Może gdyby nie zachowanie nauczyciela, chłopiec nie psociłby aż tak mocno?...

---
Józef Morton, „Wielkie przygody małego ancykrysta”.

09.10.2014

„Kłębowisko żmij” François Mauriac



„Kłębowisko żmij” to jedna z najbardziej znanych powieści Françoisa Mauriaka. Jej główny bohater nazywa się Ludwik, ma 68 lat i pisze list do żony, do której do tej pory czuł nienawiść. Teraz chce, by poznała jego „prawdziwą twarz” i dowiedziała się, dlaczego był okrutny i dlaczego w końcu zrezygnował z zemsty. List niepostrzeżenie przemienia się w długie, bolesne wyznanie na temat nieudanego życia, niesnasek rodzinnych i chęci pojednania. 

Mauriac mocno rozwinął warstwę psychologiczną powieści. Z empatią przedstawił dzieciństwo Ludwika i jego najsmutniejsze przeżycia. Okazuje się, że Ludwik zawsze miał wielkie problemy w kontaktach z ludźmi. Był przewrażliwiony, wyobcowany, nieśmiały, skąpy. Kiedy nieoczekiwanie zainteresowała się nim, chłopskim synem, miła panna z arystokratycznego domu, odniósł wrażenie, że jego ponure życie zostało oświetlone promieniami słońca. Po ślubie zrozumiał, że stanowił tylko koło ratunkowe dla dziewczyny, której groziło staropanieństwo, i że wysoko urodzeni krewni żony zawsze będą nim gardzić. W tej sytuacji na powrót zamknął się w sobie i zajął tym, co mu wychodziło najlepiej, czyli pomnażaniem majątku. Pieniądze stały się jego namiętnością. Nie dzielił się nimi z rodziną.

Kto był gorszy: skąpy Ludwik czy też jego chciwa, obłudna rodzina? Niełatwo ocenić bohaterów, bo każdy ma swoje racje. Dzieci miały prawo czuć się rozgoryczone, gdyż ojciec żałował im wszystkiego i chciał pozbawić je schedy. Z drugiej strony zostały wychowane w pogardzie dla chłopskiego pochodzenia i ateizmu ojca, a to musiało Ludwika drażnić. I co stałoby się z Ludwikiem, gdyby oddał im swój majątek? „Starzec istnieje tylko dzięki temu, co posiada. Z chwilą gdy nie ma już nic, wyrzuca się go na śmietnik” – napisał Mauriac. W słowach tych tkwi wiele brutalnej prawdy. Każdy z nas przecież słyszał o starcach, którzy po przepisaniu majątku na dzieci znaleźli się w nędzy. 

A na koniec zaapeluję: kochani, czytajcie Mauriaka! Ja tego autora lubię od zawsze. I choć w jego książkach raczej nie znajduję miłych postaci ani zgodnie żyjących rodzin, choć po skończonej lekturze często czuję wyczerpanie emocjonalne i przez kilka dni nie mam chęci sięgnąć po inną książkę, uważam, że było warto. Zachwyca mnie mroczny klimat panujący w jego utworach, piękny, kunsztowny język, znajomość psychologii, umiejętność tworzenia skomplikowanych bohaterów, których nie da się określić kilkoma słowami.

Moja ocena: 5/6.

---
Mauriac François, „Kłębowisko żmij” („Le noeud de viperes de vipères”).

06.10.2014

„Dag, córka Kasi” Lilian Seymour-Tułasiewicz

W czasie wakacji przeczytałam chyba ze 40 książek. Jedną z nich była „Dag, córka Kasi” napisana przez Lilian Seymour-Tułasiewicz. Jest to opowieść o życiu dziewczynki urodzonej na początku dwudziestego wieku w ubogiej rodzinie wiejskiej. Matką jej była Kasia, która zaszła w ciążę jako panna. Sprawca jej nieszczęścia, hrabia z pobliskiego dworu, postanowił ją wyposażyć i namówić któregoś z chłopów, by się z nią ożenił. Zostawszy żoną Marka, Kasia zaczęła rodzić kolejne dzieci, a do Dagmary czuła coraz większą niechęć. Z czasem doszła do wniosku, że „pokochać dziecko swego grzechu byłoby to wobec Boga równoznaczne z brakiem skruchy”[1] i zaczęła modlić się o to, by córka umarła.

Gdy krewni z Chicago zaproponowali Dagmarze, że wezmą ją na wychowanie, z ulgą się zgodziła. Liczyła na to, że będzie traktowana jak rodzone dziecko, tymczasem... Nie będę zdradzać dalszej akcji, powiem tylko, że dziewczynka przeżyje mnóstwo przykrych chwil i zetknie się z wieloma nieżyczliwymi ludźmi, którzy bez skrupułów potrafią głodzić dziecko i wykorzystać je do ciężkiej fizycznej pracy. 

27.09.2014

„Fakultet snów” Georges Olivier Chateaureynaud


Po powieść tę sięgnęłam przypadkowo, po prostu zainteresował mnie tytuł. „Fakultet snów” – brzmi to ładnie i tajemniczo. Okazało się, że jest to historia o trzech panach, których można określić wspólnymi nazwami: dziwacy, nieudacznicy, marzyciele. Wszyscy przeżyli smutne dzieciństwo, nie zaznali czułości ani troski ze strony rodziców. Nie mają żon ani nikogo, kto by o nich dbał. Bujają w obłokach, czasami myślą o samobójstwie. Każdy z nich z innych powodów odwiedza miejsce nazwane przez Chateaureynauda „fakultetem snów”.

Hugo ma ambicje literackie i pracuje w bibliotece. W pracy zachowuje się nie całkiem uczciwie – z jego winy pewna czytelniczka została niesłusznie oskarżona o przetrzymywanie książki. Do tej pory Hugo mieszkał z dwoma chow-chow w wielkim domu z ogrodem, ale został wywłaszczony. Czeka go przeprowadzka do klitki w bloku. Jest zrozpaczony, nie wyobraża sobie życia w betonowej dżungli. I jak zmieści w blokowej klitce dwa wielkie psy i tysiące książek?...

Manoir wychował się w sierocińcu. Obecnie pracuje jako urzędnik w ministerstwie. Nie czuje się bezpiecznie i spokojnie, gdyż męczą go dziwne, obrzydliwe sny. Wieczorami wymyka się więc ze swojego mieszkania i błąka po paryskich uliczkach albo odwiedza kina.  

A trzeci bohater, Quentin, ma wielkie problemy finansowe. Ciągle traci pracę, a kiedy już zostaje zatrudniony jako robotnik przy montażu ciężarówek, nie potrafi utrzymać się z niewielkiej pensji. Głoduje, marznie. Z lękiem, a zarazem fascynacją obserwuje życie kloszardów, bo wie, że tylko krok dzieli go od bezdomności. 

Tacy są właśnie główni bohaterowie „Fakultetu snów”. Kto nie lubi czytać o marzycielach i samotnikach, lepiej niech nie sięga po tę powieść, gdyż się zanudzi. Akcja toczy się bardzo wolno, francuski autor skupia się na przedstawieniu psychiki postaci, pokazaniu ich inności i fobii. Wiele miejsca zajmują opisy opuszczonych budów i miejsc przeznaczonych do rozbiórki.

Chateaureynaud użył bogatego słownictwa, stworzył długie, kunsztowne opisy miejsc i stanów duchowych. W zdumiewający sposób pokazał, jak ciężko jest żyć osobom wyizolowanym i zamkniętym w sobie. Powieść niewątpliwie ma wiele wartości, jedyna zaś jej wada polega na tym, że właściwie nie wywołuje emocji. Czytałam ją z podziwem dla umiejętności autora i z obojętnością na los bohaterów, choć zazwyczaj ten typ ludzi budzi we mnie wielkie współczucie. 

Moja ocena: 5/6.

---
Georges Olivier Chateaureynaud, „Fakultet snów” („La Faculté des Songes”), tł. Krystyna Arustowicz, PIW, 1987.

26.09.2014

„Ucieczka z piekła” Czesław Majewski


Czesław Majewski w czasie wojny trafił do obozu Stutthof, a potem do podobozu Pröbbernau (obecna nazwa Przebrno). W dniu 26.09.1940 roku udało mu się stamtąd uciec. Okoliczności ucieczki i dramatyczne dni i noce ukrywania się przed pościgiem opisał w pasjonującej książce pt. „Ucieczka z piekła”.

A umknąć przed pościgiem nie było łatwo. Wokół podobozu rozciągały się sosnowe lasy bez dolnego poszycia, niezadrzewione łąki, pola buraczane, mokradła, liczne kanały odwadniające, zalew, gospodarstwa Niemców. Taki teren nie sprzyjał uciekinierowi. Trudno było przeprawiać się przez liczne przeszkody wodne, trudno znaleźć miejsce na dzienną kryjówkę. Przez cały czas Majewski miał mokre ubranie i buty. Nie mógł zdobyć żadnego pożywienia oprócz surowych buraków.

18.09.2014

„Jama” Aleksander Kuprin

Tytułowa Jama to nazwa dzielnicy, w której otworzono aż 30 domów publicznych, od luksusowych do bardzo nędznych. Zakład Anny Markowej należy do tych średniej jakości. Wizyta w nim kosztuje 2 ruble, a zatrudnione dziewczęta są względnie młode i ładne. W tym to zakładzie toczy się akcja powieści Aleksandra Kuprina.

Wśród bohaterów książki znajdują się kobiety lekkich obyczajów i ich klienci, agresywna burdel-mama, przekupny policjant, handlarz żywym towarem, student-idealista, pracujący nad moralnym uzdrowieniem prostytutek, i ciekawski reporter Płatonow, rozmyślający nad społecznymi przyczynami prostytucji. Postacie są barwne, wyposażone w skomplikowane charaktery, stanowiące mieszaninę cech dobrych i wstrętnych. Burdel-mama, tak bezlitosna wobec pracownic, ma też drugą twarz - ogromnie kocha i rozpieszcza swoją córkę, która mieszka w innym mieście i oczywiście nie wie, skąd pochodzą pieniądze na jej suknie. Okrutny dla prostytutek dozorca to zarazem człowiek szczerze religijny. Klienci burdelu to jednocześnie przykładni mężowie i ojcowie.

15.09.2014

„Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela” Henryk Sienkiewicz






Biedny Michaś namiętnie i ślepo był przywiązany do matki, że zaś mu powiedziano, iż matka bardzo jest nieszczęśliwa i chora i że gdy on będzie jeszcze się źle uczył, to może ją dobić  więc chłopak drżał przed tą myślą i całymi nocami siadywał nad książką, byle tylko matki nie zmartwić[1].

Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela to nowela z okresu pozytywizmu. Przedstawia losy jedenastoletniego Michasia, obarczonego ciężarem ponad siły. Chłopiec w żaden sposób nie mógł poradzić sobie z nadmiarem nauki, przesiadywał do trzeciej w nocy, a i tak otrzymywał złe oceny. Ponadto nie umiał pogodzić się z tym, że niemieccy nauczyciele wyśmiewają wartości, które wpoiła mu matka. Wrażliwy, ambitny chłopiec zadręczał się, aż w końcu doszło do tragedii...

10.09.2014

„Dom nad jeziorem smutku” Marilynne Robinson



Ruth oraz jej siostra Lucille są dziećmi samobójczyni. Gdy były jeszcze malutkie, matka przywiozła je do swojego rodzinnego miasteczka Fingeborne, zostawiła na werandzie domu babci, po czym utopiła się w jeziorze. Nikt nie wie, dlaczego to zrobiła. Sierotki nie miały szczęścia do opiekunek. Babcia wkrótce zmarła, a podstarzałe kuzynki nie chciały zajmować się dziećmi. Ostatnią nadzieją dziewczynek stała się ciocia Sylvie, która do tej pory prowadziła życie bezdomnej. Sylvie zgodziła się zostać w miasteczku, ale szybko wyszło na jaw, że nie umie pozbyć się nawyków nabytych podczas wielu lat włóczęgi – sypia w butach i ubraniu, nie pozwala zapalać światła, ucina sobie drzemki na ławce w parku.

Marilynne Robinson znam już z Gileada” – powieści o starym pastorze, który wspomina swoje życie. „Dom nad jeziorem smutku” zauroczył mnie o wiele bardziej, pewnie dlatego, że głównym tematem jest dorastanie sierotek, których problemy wydają mi się bliższe niż problemy pastora. Autorka bardzo delikatnie odmalowała uczucia dziewczynek – bolesną samotność, żal, gdy odkryły, że opiekująca się nimi ciocia jest osobą niezrównoważoną psychicznie i nieodpowiedzialną, lęk, by nie odjechała którymś z pociągów...

Narratorką jest dorosła Ruth, która z perspektywy czasu wspomina swoje nietypowe dzieciństwo, ale sama przyznaje, że nie wszystko pamięta dobrze: Trudno jest kogoś opisać, gdyż wspomnienia są ze swej natury fragmentaryczne, odosobnione i przypadkowe jak wieczorne mignięcia oświetlonych wagonów*. Głównymi postaciami jej wspomnień są Lucille i Sylvie, o chłopcach i koleżankach w ogóle nie pisze. Często przedstawia swoje wyobrażenia, które traktuje z równą powagą jak rzeczywiste wydarzenia.

Piękna. Nastrojowa. Melancholijna. Smutna. Tak w największym skrócie opisałabym tę książkę. Zauroczyły mnie delikatne, niejednoznaczne portrety sióstr i ich cioci, piękny, kunsztowny język, powtarzające się motywy pociągów i jeziora. W powieści znajdują się niesamowite opisy, których chyba nigdy nie zapomnę - nocleg na łódce, niebezpieczne wędrowanie torami zawieszonymi nad jeziorem, samotne wagary nad wodą. Zakończenie – droga życiowa, jaką wybrała Ruth, trochę szokuje.

Moja ocena: 6/6.

---
* Marilynne Robinson, „Dom nad jeziorem smutku” („Housekeeping”), tł. Wojciech Fladziński, Wydawnictwo M, 2014, str. 55.

08.09.2014

„Murzyn z załogi Narcyza” Joseph Conrad


Narcyz to statek handlowy, płynący z Bombaju do Londynu. Załoga jego składa się z ludzi o białej skórze, jeden tylko marynarz wywodzi się z rasy czarnej. Nazywa się on James Wait, zachowuje swobodnie i bez uniżoności. Wygląda na silnego, toteż wszyscy chcą razem z nim pracować. Okazuje się jednak, że pozory mylą, bo muskularny James nie jest zdolny do żadnego wysiłku fizycznego. Wciąż leży, kaszle przejmująco i twierdzi, że na statek zaciągnął się tylko dlatego, by... umrzeć.

Spodziewałam się, że w książce napisanej pod koniec dziewiętnastego wieku znajdą się opisy nietolerancji wobec czarnoskórego, tymczasem – nic z tych rzeczy! Nikt nie uważa, że James jest gorszy, prawie wszyscy marynarze litują się nad nim i starają się na wszelkie sposoby umilić mu życie. Nie hałasują, przynoszą mu najlepsze kąski, jeden z nich posuwa się nawet do tego, że daje mu ciasto z owocami ukradzione oficerom.

04.09.2014

Michael Schofield „Pomóc Jani”




„Pomóc Jani” to historia prawdziwa, napisana przez ojca dziewczynki, u której zdiagnozowano schizofrenię. Michael i Susan mieszkali sobie szczęśliwie w Los Angeles. Ich śliczna córeczka miała bardzo wysoki iloraz inteligencji. Nie niepokoili się zachowaniem Jani, pomimo że nie lubiła ona towarzystwa rówieśników, wściekała się, gdy ktoś nie chciał wierzyć w jej fantazje, i źle reagowała na wszelkie zmiany. Ojciec uważał, że tak genialna istota jak jego córka może pozwolić sobie kilka dziwactw. Jednak kiedy dziewczynka z niezwykłą furią zaczęła atakować nowo narodzonego braciszka, rodzice nie mogli już dłużej się oszukiwać. Zrozumieli, że Jani jest niebezpieczna dla siebie i otoczenia. Rozpoczęła się wędrówka po gabinetach lekarskich i szpitalach...

29.08.2014

„Spowiedź” Józef Morton

Miałam chęć na książkę o tematyce wiejskiej, sięgnęłam więc po „Spowiedź” Józefa Mortona. Okazało się, że opowieść jest bardzo smętna. Główny bohater, Stefan Okoła, po wielu latach nauki powrócił do rodzinnej wsi. Choć starał się ze wszystkich sił, nie udało mu się ukończyć studiów i znaleźć pracy. Od ciągłego głodowania zachorował na żołądek. Teraz całymi dniami leży w łóżku i z żalem patrzy na biedę, w jakiej żyją jego dwie niezamężne siostry oraz ojciec. Mają tylko kilka morg i trzynaście kur. To za mało, by wyżywić rodzinę i wykupić lekarstwa. Na domiar złego ojca nie stać na spłatę długów zaciągniętych na naukę jedynaka. Sąsiedzi śmieją się, że chciał mieć syna „pana”, a ma zdechlaka...

Stefan leży więc w łóżku i obserwuje smutek ojca, kłótnie sióstr, złośliwości sąsiadów. Wspomina lata nauki w gimnazjum, okres studiów, bezskuteczne szukanie pracy, znajomość z Lucyną, która z powodu biedy stała się prostytutką. Jego życie to splot rozczarowań, wysiłku i głodu. Właściwie nigdy nie mógł najeść się do syta, nigdzie - ani w domu, ani na stancjach - nie stawiano przed nim talerza pełnego dobrego jedzenia. Żywiono go tylko kartoflami, żurem i pituchem (co to takiego ten pituch?), czasami ojciec kupował świński łeb bez ozora, gotował - i ten łeb uchodził za największy przysmak. 

W rodzinie Okołów wszyscy się kochają. Siostry w dzień się kłócą, ale wieczorem godzą się i śpią objęte. Ojciec często bije dorosłe córki kijem, ale przecież - kocha je. Wszyscy poświęcali się, by Stefan mógł się uczyć. Nie wypominają mu, że ich zawiódł, przeciwnie, siostry z troską krążą wokół jego łóżka, a ojciec chce sprzedać ostatnie rzeczy z chaty, by zapłacić lekarzowi i znachorce.

Narrator posługuje się językiem inteligenta, ale często wtrąca słowa z gwary chłopskiej. Jak napisałam na początku, bardzo ponura jest ta powieść. Nie ma w niej ani jednej sceny, podczas czytania której można by się uśmiechnąć. Józef Morton ukazał przeraźliwą biedę panującą na przedwojennej wsi, brak perspektyw, bezrobocie. Z rozmyślań bohatera wynika, że tylko nielicznym chłopskim synom udaje się poprawić swój los, większość nie znajduje w mieście pracy i musi wracać na wieś, by biedować tak jak ich rodzice.

Moja ocena: 4/6.

---
Morton Józef, „Spowiedź”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1989.

27.08.2014

„Przeciwko światu przemocy” Roman Hrabar


Ta króciutka książeczka jest dowodem na to, że nawet w tak strasznych czasach jak okres okupacji hitlerowskiej istnieli ludzie skłonni do poświęceń, gotowi ryzykować własnym życiem, by ocalić obce dzieci. Roman Hrabar opowiedział w niej o różnych formach pomocy dzieciom i przedstawił kilkanaście autentycznych historii Polaków, którzy odważyli się sprzeciwić terrorowi Hitlera. Napisał o czteroletniej Urszulce wykradzionej z obozu koncentracyjnego dla dzieci Polanger w Pogrzebieniu, o Jerzym Olku, który we wrześniu 1939 roku z własnej woli zaopiekował się grupą prawie stu sierot uciekających z Chorzowa, o wykradaniu dzieci wywożonych do Rzeszy, o zbrodniach popełnianych w szpitalu dla psychicznie chorych w Lublińcu. 

Jeden z rozdziałów to opowieść o Jerzym Redlichu, który wojnę przeżył tylko dlatego, że ofiarna pielęgniarka chroniła go przed zabiegami pseudomedycznymi i śmiercią. Inny to historia Andrzeja Śliwiaka, który ukrywał i karmił dużą grupkę Żydów. Początkowo Śliwiak miał zamiar pomóc tylko kilku mieszkańcom getta, ale okazało się, że inni Żydzi wiedzieli o tym i wymusili na Śliwiaku, by ich także ukrył:

22.08.2014

„Koniec niewinności” Ami Sakurai

Kolejna japońska książka, po którą sięgnęłam, czyli „Koniec niewinności”, przedstawia życie siedemnastoletniej Ami. Dziewczyna porzuciła naukę w liceum i zarabia jako prostytutka. Nie lubi rodziców, nie ma chłopaka, a jedyną jej miłością jest starszy o dwa lata, upośledzony umysłowo brat Takuya. Swoje uczucie do niego objawia w sposób specyficzny: od kilku lat uprawia z nim seks. To ona była inicjatorką. Któregoś dnia, gdy rodzice wyszli z domu, zmieniała bratu bieliznę i nagle wpadła na pomysł, by urozmaicić ich kontakty. Kiedy ich związek został przez matkę odkryty, chłopca odesłano z domu. Ami regularnie go odwiedza i zabiera na kilka godzin do różnych hoteli. 

Ami Sakurai posłużyła się prostym, często wulgarnym językiem. Większą część minipowieści zajmują opisy seksu kazirodczego, gwałtów i spotkań z klientami. Bohaterka nie zachowuje się jak typowa nastolatka. Niczym się nie przejmuje, nigdy nie czuje się zraniona. Wiadomość o ciąży wita z radością. Nie martwi się ani o zdrowie dziecka poczętego z kazirodczego związku, ani o pieniądze na utrzymanie, choć przecież straci źródło zarobku – klienci agencji pragną korzystać z usług osoby wyglądającej jak lolitka, a nie jak ciężarna matrona.

Na okładce „Końca niewinności” przeczytałam: „Ami jest dziewczyną, której nie brakuje niczego”. Autor notki przesadził, bo to nie jest tak, że bohaterce niczego nie brakuje. Brakuje jej wiele, przede wszystkim ciepła rodzinnego i poczucia bezpieczeństwa. Ojciec odnosi się do niej chłodno, a matka nie akceptuje jej brata, traktuje go jak niepotrzebną, obrzydliwą rzecz. Na okładce książki widnieją również słowa: „Seks i przemoc – tak w dzisiejszej Japonii wygląda dojrzewanie większości nastolatek, tak wygląda ich jedyny sposób nawiązywania kontaktu ze światem”*. Czy aby na pewno wszyscy młodzi Japończycy są tacy jak Ami, Kaori i Masaki?...

Nic w tej książce mnie nie zaciekawiło, nic nie zafascynowało. Nie podobała mi się, nie polecam.

---
* Ami Sakurai, „Koniec niewinności” („Inosento Warudo”), przeł. Anna Studzińska, Vasper, 2006, tekst z okładki.

16.08.2014

„Non omnis moriar” Irena Birnbaum

„Non omnis moriar” to wspomnienia Żydówki, która w czasie wojny przebywała najpierw w getcie warszawskim, a potem ukrywała się u Polaków. Po wojnie wyemigrowała do Argentyny. Wspomnienia spisała dopiero w latach osiemdziesiątych, kiedy to na krótko przyjechała do Warszawy i zobaczyła dom, w którym spędziła dzieciństwo.

Książka bardzo mnie wzruszyła, ale muszę przyznać, że kilka razy miałam chęć zrezygnować z czytania, gdyż początek jest bardzo rozwlekły, oderwany od realiów wojennych. Irena Birnbaum obszernie opisała w nim swoje sprawy sercowe, cudowne szesnaste urodziny, młodzieżowe wieczorki, opalanie się na balkonie. Wzmianki o sytuacji getta pojawiały się rzadko i jakby w tle. Dopiero gdy doszło do opisu dnia 22 lipca 1942 roku, charakter pamiętnika się zmienił. Tego dnia młodziutka Irena zrozumiała wreszcie, że ona i jej bliscy mogą zginąć. Odtąd przestała przejmować się sprawami mało ważnymi i z coraz większym przerażeniem obserwowała zagładę getta. Gorączkowo zastanawiała się, co dzieje się z tysiącami wywożonych Żydów. Doszły do niej pogłoski o „kąpielach gazowych” i o Treblince. Ogarniała ją coraz większa rozpacz...

15.08.2014

Ahto Levi „Nie uciekniesz przed własnym cieniem”

Akcja „Nie uciekniesz przed własnym cieniem” toczy się w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Bohater książki, Kent, ucieka z obozu pracy na Syberii i wędruje przez tajgę. Ma zamiar zmylić pogoń, a następnie pojechać w okolice Odessy, by spotkać się z kobietą, z którą podczas pobytu w obozie nawiązał znajomość korespondencyjną.

Opowieść o Kencie ciągle przerywana jest przez samego autora, który w licznych i długich dygresjach zwierza się czytelnikowi ze swoich zmagań z materią powieściową. Książka została już zamówiona przez wydawnictwo, a on czuje pustkę w głowie i nie wie, jakie przygody wymyślić dla swojego bohatera. W końcu porzuca Kenta i zaczyna pisać o sobie: o walce z alkoholizmem, o kobietach, o wycieczkach do Berlina, Tallina, Rygi...

13.08.2014

„Pożegnanie z Matiorą” Walentij Rasputin









Po tę książkę sięgnęłam dzięki intrygującej recenzji Ambrose. I nie zawiodłam się :-)

Tematem „Pożegnania z Matiorą” Walentija Rasputina jest przesiedlanie ludzi w związku z rozwojem zakładów przemysłowych. Mieszkańcy przepięknej, istniejącej od trzystu lat wsi Matiory położonej na wyspie o tej samej nazwie muszą się do jesieni wyprowadzić. Otrzymali mieszkania w domkach zbudowanych na wzór miejski, ale, szczególnie ci starsi, nie cieszą się z tego, gdyż przywykli do przestrzeni, do pieców, do łaźni, do bliskości rzeki Angary. Poza tym przewidują, że życie w mieście będzie droższe niż na wsi, gdzie każdy miał swoje krowy, kury, ziemniaki i warzywa.

Niektórym starym kobietom z tej książki serce pęka na myśl, że muszą opuścić wieś, w której spędziły całe życie. Bólu byłoby może mniej, gdyby przesiedlanie wykonano z większym taktem. Ale nikt nie dba o uczucia mieszkańców skazanej na zagładę wsi. Robotnicy zatrudnieni przy budowie elektrowni otrzymują na przykład rozkaz, by bez skrupułów zniszczyć stary cmentarz. 

Najważniejszą postacią „Pożegnania z Matiorą” jest Daria – odważna, sprawiedliwa staruszka, wokół której skupiają się słabsi i szukający opieki. Inni barwnie przedstawieni bohaterowie to Bogoduł – starzec polskiego pochodzenia, który słabo zna rosyjski i wciąż powtarza wulgarne słowo, Sima ze swoim dziwnym, małomównym wnukiem, pracowita, lecz naiwna Katierina, jej leniwy, niewdzięczny syn Pietrucha, Nastasja i jej mąż Jegor. Rasputin stworzył również postać fantastyczną – podobnego do kota Gospodarza, który nocą spaceruje po wyspie. 

Powieść nie jest gruba. Czyta się ją szybko, z uczuciem smutku z powodu tego, że postęp zawsze związany jest z czyimś dramatem. Wiele w „Pożegnaniu z Matiorą” przepięknych opisów przyrody, wiele przejmujących scen pokazujących rozpacz i zagubienie staruszków. Na mnie największe wrażenie wywarł opis obrony cmentarza, kiedy to staruszkowie z gołymi rękami rzucają się na robotników, oraz opis żegnania się Darii ze swoją chatą. 

---
Walentij Rasputin, „Pożegnanie z Matiorą”(„Прощание с Матерой”).

Wyzwanie Rosyjsko mi.