27.04.2012

„Nie wszystko o moim życiu” Zofia Chądzyńska








Książki Zofii Chądzyńskiej lubiłam od zawsze. Jako kilkunastoletnia dziewczynka bardzo przejmowałam się losami Eryki ze „Statków, które mijają się nocą” oraz Draba z powieści „Przez ciebie, Drabie”. A teraz sięgnęłam po autobiograficzne „Nie wszystko o moim życiu”.

Chądzyńska, osoba skromna, skryta, nadwrażliwa, nie zdecydowała się na opowiedzenie o sprawach bardzo osobistych ani na zamieszczenie ploteczek. Książka napisana jest w sposób fragmentaryczny i nieco chaotyczny: tu jakaś scenka, tam jakaś historia... Niektórzy czytelnicy taki sposób pisania mogą uznać za wadę. Mnie to nie przeszkadza, uważam, że każdy ma prawo do własnych tajemnic i więcej sympatii budzi we mnie osoba skryta i taktowna niż plotkująca i przesadnie ekshibicjonistyczna.

24.04.2012

„Dziecko Rosemary” Ira Levin



Rosemary i Guy, młodzi małżonkowie, wprowadzają się do nowego mieszkania w kamienicy o nazwie Bramford na Manhattanie. Kamienica ta ma bardzo złą reputację. Kiedyś mieszkały w niej kobiety zajmujące się kanibalizmem, a także sławny Adrian Marcato, który za pomocą czarów podobno wywołał żywego szatana. Wielu mieszkańców tego budynku popełniło samobójstwo, a w piwnicy znaleziono zwłoki noworodka...

Hutch, opiekun i przyjaciel Rosemary, ostrzega przed wprowadzeniem się do miejsca otoczonego tak złą sławą. Lecz młoda kobieta nie słucha przestróg. Według niej nowe mieszkanie ma cudownie staroświecką atmosferę, jest w nim i kominek, i przestrzeń, a Rosemary za nic nie chciałaby mieszkać w nowoczesnym mieszkaniu pozbawionym duszy.
Kadr z filmu

20.04.2012

„Wiktoria” Knut Hamsun


„Wiktoria” Knuta Hamsuna to króciutka, sentymentalna opowiastka o miłości Janka, syna młynarza do Wiktorii, pięknej panny z wyższej sfery.

Była sobie norweska wioseczka, w której stał dwór nazywany szumnie zamkiem. We dworze mieszkała śliczna Wiktoria, w której kochał się Janek, marzyciel i miłośnik poezji. Państwo z dworu często prosili go o to, by woził łodzią wykwintne towarzystwo, stąd też Janek miał wiele okazji, by patrzeć z bliska na podobającą się mu panienkę, a nawet zamienić z nią kilka słów. A Wiktoria chętnie rozmawiała z Jankiem, gdyż w przeciwieństwie do swoich kuzynów szanowała prostych ludzi.

Historia Janka i Wiktorii nie trafiła mi do przekonania. Hamsun opowiedział ją w sposób płytki i nieciekawy. Do książki wstawił wiele naiwnych, sentymentalnych rozważań o miłości:
Miłość - to muzyka piekielnie gorąca, która nawet serca starców porywa w wir taneczny. To jakby stokrotka, co o świcie kwiat swój szeroko rozwiera, i jakby anemon, co pod lada powiewem się zamyka, a po dotknięciu umiera[1].
Czyż nie pobudza ona mnicha do zakradania się nocą do cudzych ogrodów i przyciskania oczu do do okien alkowy? I czyż nie oszałamia mniszki i nie mroczy rozumu księżniczkom? Pod jej nakazem król głowę schyla tak nisko, że włosem swoim pył przydrożny zmiata i słowa przy tym bełkocze sprośne, i śmieje się, i język wywiesza[2].
W porównaniu do „Głodu” i  „Błogosławieństwa ziemi” ta historia wypada bardzo mizernie. I nie jest to wcale wczesny utwór pisarza. Nie polecam. Jeżeli jednak ktoś miałby chęć zapoznać się z „Wiktorią”, radzę nie czytać tekstu z okładki [Książka i Wiedza, 1989], gdyż tekst ten w sposób bezczelny nie tylko streszcza całą akcję, ale też zdradza zakończenie.

---
[1] Knut Hamsun, „Wiktoria”, tł. Czesław Kędzierski, Książka i Wiedza, 1989, str. 31.
[2] Tamże, str. 32.

14.04.2012

„Pałac i folwark” Kraszewski

Bohaterami powieści Kraszewskiego pt. „Pałac i folwark” są mieszkańcy folwarku, pałacu oraz plebanii. W folwarku mieszka szlachcic Ostójski z siostrą Klarą i córką Zofią. Czuć w niej było serce szlachetnej polskiej dziewoi, otwarte ku wszystkiemu, co dobre, piękne, wzniosłe i poczciwe[1] - tak Zofię charakteryzuje Kraszewski.

Na plebanii mieszka pobożny ksiądz kanonik wraz ze swoją potulną siostrą oraz siostrzeńcem Julianem. Zarówno mieszkańcy plebanii, jak i folwarku pragną, by Julian ożenił się z Zofią, jednak Julian, odkąd wrócił ze studiów, jest ponury, milczący, chłodny w uczuciach. Matka młodzieńca uważa, że syn czyta za dużo książek i to od nich traci rozum. Chcieliśmy mu podbierać te książczyska, ale nie daje...[2] - opowiada.

Mieszkańcy pałacu to stary hrabia, hrabina oraz ich syn Edmund. Osoby te mają skłonność do rozrzutności i hulanek, gardzą osobami z niższych sfer i nie lubią wszystkiego, co polskie. Młody Edmund chce się ożenić z bogatą panną. Hrabina nie ma pieniędzy na bywanie w świecie, toteż postanawia skompletować sobie towarzyskie kółko z miejscowej ludności. Zaprasza więc do pałacu mieszkańców folwarku i plebanii, a także plenipotenta Margockiego oraz Wikarego.

Ostójscy nie cieszą się z zaszczytnego zaproszenia. Szlachetna, piękna Zofia obawia się, że w pałacu mogłaby zbrukać swą czystą duszę i przyzwyczaić się do zbytków, a nawyknąć do nich, jest to sobie może zatruć życie[3], ojciec jej martwi się tym, że musi iść w jednej tylko rękawiczce (bo druga się podarła), natomiast panna Klara boi się, by niedoświadczona Zofia w pałacu nie strzeliła umyślnego bąka[4].

Jakoż istotnie, piękne dziewczę w pałacu „strzeliło bąka”. Tak kiedyś określano nietakt, gafę. Otóż Zofia usiadła wśród osób nienawidzących Polski i zaczęła rozprawiać o pięknie stron rodzinnych: To kątek najmilszy w świecie, bo to ziemia nasza, bo to Polska-ojczyzna....[5]. Stary hrabia uznał dziewczynę za osobę niewychowaną i godną pogardy, natomiast Edmund...

O tym, co było dalej, sami przeczytajcie.

W powieści tej Kraszewski wyraźnie okazuje, których bohaterów darzy sympatią, a których potępia. Ci, których darzy sympatią, są pełni cnót. Bohaterowie negatywni przedstawieni zostali jako osoby złe do szpiku kości, trudno znaleźć w nich choć jedną dobrą cechę. Porządny ksiądz kanonik skontrastowany jest ze złośliwym Wikarym, Edmund z Julianem, a utracjusz hrabia z zaradnym ojcem Zofii. Hrabia nie jest w stanie dać swojemu synowi niczego, natomiast pan Ostójski na posag dla Zofii uzbierał aż 100 tysięcy talarów. Jak to bywa w powieściach tendencyjnych, negatywni bohaterowie zostają w zakończeniu ośmieszeni i ukarani.

Tak, „Pałac i folwark” to powieść zdecydowanie tendencyjna. Dodatkową „atrakcją” są wplecione w tekst treści dydaktyczne. Kto może żyć kawałkiem chleba, być zdrowym i silnym, i nie tęsknić za delikatesami, stokroć jest większym panem niż milionowy sybaryta, co się lęka więcej o utratę dobrego stołu niż dobrego imienia[6] - pisze Kraszewski.

Moja ocena: 4/6.

---
[1] J. I. Kraszewski, „Pałac i folwark”, Wydawnictwo Literackie, 1987, str. 19.
[2] Tamże, str. 21.
[3] Tamże, str. 51.
[4] Tamże, str. 60.
[5] Tamże, str. 62.
[6] Tamże, str. 143.

07.04.2012

„Kominy: Oświęcim 1940-1945”

Kominy: Oświęcim 1940-1945” z przedmową Tadeusza Hołuja to mniej znana książka poruszająca problematykę obozu Auschwitz-Birkenau. Składają się na nią relacje i opowiadania wielu autorów, m.in. Ryszarda Gerta, Józefa Kreta, Ireny Perkowskiej-Szczypiorskiej. W swojej opinii wspomnę tylko o kilku relacjach.

Za najlepsze opowiadanie z tego zbiorku uważam „Trzeba głęboko oddychać” Ryszarda Gerta. To opowieść blokowego z kwarantanny, człowieka niewątpliwie mającego większe możliwości niż zwykli więźniowie. Blokowy jest człowiekiem cynicznym, obeznanym z obozowym życiem, umie załatwić różne rzeczy. W październiku 1943 roku do obozu przybywa transport więźniów z Terezina. Więźniowie ci otrzymali specjalne przywileje, nie wolno ich bić, znęcać się nad nimi (co niesłychanie denerwuje niektórych blokowych). Mieszkają razem z rodzinami, nie rozdziela się ich. Więźniowie ci nie zdają sobie sprawy z tego, czym w istocie jest obóz koncentracyjny. Pewnego dnia narrator opowiadania dowiaduje się, że transport z Terezina zostanie skierowany do krematorium. Spanikowany, próbuje ocalić życie młodej Żydówki Wiery, bo tak się stało, że bardzo polubił Wierę. Mógłby ocalić od śmierci ją i jej siostrę, ale nie matkę, bo matka jest stara i schorowana. Jednak Wiera... W tym miejscu urwę, by nie zdradzić za wiele.

03.04.2012

„Raki pustelniki” Anne B. Ragde

„Raki pustelniki” to kontynuacja „Ziemi kłamstw”. Przedstawia dalsze losy Margido, Erlenda, Tora oraz Torunn. Moim zdaniem „Ziemia kłamstw” była lepsza, o wiele lepsza.

W „Rakach pustelnikach” Anne B. Ragde umieściła mnóstwo niesłychanie rozwlekłych opisów. Erlend gotuje szparagi, sieka czosnek, kroi jajka, obserwuje figurki... Jakie to nudne! Irytujące dłużyzny to wielka wada tej powieści.

W książce znajduje się kilka fragmentów, które we wrażliwym czytelniku mogą wzbudzić obrzydzenie. Czy naprawdę Anna B. Ragde musiała drobiazgowo opisywać, jak przewraca się przenośna ubikacja i jak Torunn sprząta nieczystości? Zmiotła najgorsze za pomocą szczotki, znalazła gumowe rękawiczki i opakowanie kilku rolek papieru toaletowego, zaczęła od tego, a potem przeszła na ścierkę do podłogi. Dwa razy musiała wybiec za róg domu, żeby zwymiotować[1]. Litości, autorko! Rozumiem, że wydarzenie sprzątania jest ważne dla akcji, ale można było opisać je krócej, mniej szczegółowo...

Nie zachwycił mnie język powieści. Niektóre zdania sprawiają wrażenie, jakby napisał je ktoś niezbyt obeznany z zasadami poprawnej pisowni. Nie wiem, czy to wina autorki, czy tłumaczki. Droga trumna z ciemnego, mahoniowego drewna, z uchwytem z kutego żelaza, wolał zamiast tego myśleć o tym[2]. Do licha, o co chodzi w tym zdaniu, dlaczego jest tak niejasne? Zapewniam, że nie jest to jedyny przykład, takich zdań jest w książce wiele.

Odniosłam wrażenie, że Anna B. Ragde podzieliła bohaterów na nieszczęśliwych heteroseksualistów i szczęśliwych homoseksualistów. Ci pierwsi nie są w stanie znaleźć swojej drugiej połówki, czują samotność, gorycz, lęk. Natomiast pary homoseksualne: Krumme i Erlend oraz Jytte i Lizzi są szczęśliwe aż do przesady. Nie mają żadnych poważnych problemów, nie brakuje im pieniędzy, nie gnębią ich depresje ani choroby. Toczą ze sobą dialogi tak słodkie, że aż mdłe: Jesteś głodny, myszko?[3], nie myślą też o zdradzie: nikt obcy nie miał prawa dobierać się do jego własnego brzuszka[4].

Tor najbardziej kocha Siri
Mężczyźni z tej powieści często płaczą i boją się kobiet. Czy to wpływ despotycznej matki? Kiedy Margido wybiera się na randkę z wdową Selmą, drży ze strachu na myśl, że wdowa zechce go poprzytulać. Z kolei Tor gorącym uczuciem darzy świnię hodowlaną o imieniu Siri.

Gdy czytałam pierwszą część trylogii, najbardziej polubiłam Tora. Tak rozpaczał po śmierci matki... Teraz musi sobie radzić sam. Jest niezaradny, nie umie zarabiać, nie umie unowocześnić gospodarstwa. Postępuje tak, jak nauczyła go matka, a więc nie wyrzuca żadnych resztek jedzenia, nawet tych spleśniałych, wypijał nawet bez zmrużenia oka zepsute mleko, już lepsze to niż wylać je do zlewu[5]. Kiedyś Tor miał dziewczynę, lecz ta dziewczyna nie spodobała się jego matce, bo podczas wizyty zapoznawczej zjadła za dużo pasztetu. Tor nie walczył o swoją miłość. Dopiero po wielu latach dowiedział się, że ma córkę.

„Ziemię kłamstw” oceniłam na 5/6, „Raki pustelniki” otrzymują ode mnie tylko 3/6.

---
[1] Anne B. Ragde, „Raki pustelniki”, przeł. Ewa M. Bilińska, wyd. Smak Słowa, 2011, str. 237.
[2] Tamże, str. 21.
[3] Tamże, str. 127.
[4] Tamże, str. 88.
[5] Tamże, str. 152.